wakacyjne refleksje...
no i doczekaliście się nowej notki :D
dawno tu nie pisałam, a powodów było kilka... po pierwsze to długo nie miałam o czym pisać, a potem jak już wiedziałam co chcę napisać to znowu komputera nie miałam... a po drugie to te ostatnie tygodnie szkoły mocno zakręcone były i czasu mi trochę na wszystko brakowało :) ale teraz są wakacje i czasu jest dużo więc postaram się jakoś bardziej systematycznie pisać.
tak w ramach wstępu to chciałam jeszcze zaznaczyć że pojawił się sznurek do mojego photobloga - zapraszam i tam, może będzie co poczytać, a na pewno coś do oglądania się znajdzie :)
- to tyle wstępu, teraz przechodzę już do notki właściwej :D
***
trzysta sześćdziesiąt sześć dni temu zakończyłam pewien etap mojego życia - gimnazjum.
pożegnanie było trudne, szczególnie dlatego, że moja klasa zżyła się dopiero pod koniec klasy trzeciej i w sumie wspólnie spędzonych miłych chwil było niewiele... jeszcze we wrześniu spotkałyśmy się w prawie kompletnym składzie na imprezie, a potem wszystko się skończyło; myślałam, że będzie mi ich brakować, dziewczyn z kochanej 3ce, ostatniej żeńskiej klasy w historii tego gimnazjum – jak bardzo się myliłam, nie brakuje mi ich wcale; co najdziwniejsze nie brakuje mi także tych osób z którymi wydawać by się mogło miałam bardzo dobry kontakt, można by powiedzieć że się przyjaźniłyśmy... teraz nie znajdujemy czasu żeby spotkać się choć raz na jakiś czas i pogadać, a tak naprawdę to jak już nadarzy się okazja do dłuższej rozmowy to okazuje się że nie mamy już wspólnych tematów do rozmowy. widać nie była to prawdziwa przyjaźń – w końcu nasza czwórka, choć każda jest w innej klasie nadal potrafi trzymać się razem, mimo tak wielu przeciwności jakie w ciągu tego roku stawały nam na drodze. w tym roku moje dwie przyjaciółki kończą gimnazjum i jest im żal zostawiać swoich przyjaciół... Beatko, Paulinko: prawdziwa przyjaźń przetrwa wszystkie przeciwności losu, nie tylko tak błahe jak chodzenie do różnych szkół... ja już to wiem.
***
pewna osoba na której bardzo mi zależy, kilka tygodni temu, postanowiła odsunąć się od świata, od swoich przyjaciół, ode mnie. przez cały ten czas, niby nie tak długi a jedna dla mnie była to wieczność, przez ten czas gdy nie było jej blisko mnie i mnie nie było blisko niej, miałam nadzieję, że wszystko się poukłada, że kiedyś znów będziemy razem.
wczoraj wróciła.
chciałoby się napisać wszystko jest po staremu, tak jak było - ale to nie prawda; nic już nie będzie takie jak kiedyś – ale czy będzie gorsze? nie sądzę... takie wydarzenia: rozstania, złe momenty, chwile samotności, ubogacają nasze relacje z innymi ludźmi, czegoś nas uczą... wszystko zmienia się na lepsze;
***
trzy dni temu skończyłam pierwszą klasę liceum; pierwszą z trzech - już teraz żałuję, że moja nauka w tej szkole będzie trwać tak krótko, zdecydowanie zbyt krótko.
pierwszy tydzień września był straszny, szkoła niby ta sama, wprawdzie klasa nowa, no i jednak pojawił się ogromny żal, smutek, tęsknota: za gimnazjum za siedzeniem w jednej ławce z Magdą, za wszystkim co znane co oswojone. było strasznie, ale przeżyłam. potem mogło być już tylko lepiej. nowi znajomi, nawet nowe przyjaźnie (maGdo :*); kolejne tygodnie mijały, a ja powoli otwierałam się na moją klasę, zaczynałam coraz swobodniej czuć się w ich towarzystwie; przełom - wycieczka w bieszczady; tylko 4 dni i 3 noce... to wręcz niemożliwe, że tyle się przez ten czas wydarzyło. Ania, Miśka – moje dwa odkrycia tej wycieczki, tak już na poważnie, na zawsze. cały wyjazd do wetliny pozostanie w mojej pamięci jako jedna bardzo długa chwila – jedna z najlepszych i najprzyjemniejszych w moim życiu, taka której nigdy nie zapomnę. ognisko po zakończeniu roku? nie mogłoby być lepiej, czekam na powtórkę.
w najśmielszych marzeniach nie podejrzewałam że pierwsza klasę będę kończyć z takim żalem... mam nadzieję, że kolejne dwa lata będą tak samo miłe, równie obfite we wspaniałe momenty które będę wspominać latami.
piszę ‘tak samo’ i ‘równie’ bo grzechem byłoby prosić o więcej...